arse blog

Twój nowy blog

Brak komentarzy

„Work until your idols become your rivals.”

Brak komentarzy

Powrót na stare śmieci miał być ukoronowaniem wszystkich kapitalnych wydarzeń ostatnich miesięcy, jednak przeszedł najśmielsze nawet oczekiwania. I mimo że śmieci stare, to z delikatnym dodatkiem nowego mieszkania i nowego auta (Ferdynand byłby dumny) nabrały wspanialszego nawet blasku. A z nową pracą i dodatkowo jeszcze dzisiejszą kumulacją za-cichego płaszcza (jak ten pół litwin co pisał list gdzieś nad ranem pod koniec grudnia), nowej pracy, nowej zabawki (a nawet dwóch), awansu do srebrnej ligi (has left the game!) i zaproszenia na obiad („Ale nie przyjezdzaj bez zapowiedzi. Musze byc mentalnie przygotowana ze robie zarcie osobie ktora jadla na azdym kontynencie…”) jestem tak naładowany endorfinami, serotoninami czy innym chemicznym gównem że mógłbym eksplodować.
A po 207 dniach jest mi tak prosto że chciałbym żeby papierosy też mi było tak prosto. Elegancko.

Brak komentarzy

Wybrałem się wczoraj w podróż, palcem po mapie, do jednej z tych podwarszawskich miejscowości w których nigdy nie byłem ale o których słyszałem dość sporo od dzieciństwa – umiałem ją nawet już wcześniej zlokalizować na mapie. I to co zobaczyłem na streetview tak mocno mnie zmartwiło że uczuć tak głębokich i wyrazistych a równocześnie tak ciężkich do opisania (bo przecież próbowałem to nawet zrobić wracając znad jeziora) nie pamiętam od długiego czasu. Tak ciężko było mi przestać o tym myśleć, że choćby niemoje wakacje o ktorych wczoraj chcąc-niechcąc sie nasłuchałem, nie ruszyły mnie nawet w 1/1000 tak mocno jak powinny (szczerze mówiąc nie ruszyły mnie w ogóle). I pewnie nie za dobrze zrobiłem, ale myśląc o tym zmartwieniu z takim natężeniem przez tyle czasu, zacząłem układać sobie w głowie możliwe scenariusze rozwoju sytuacji, jak zawsze w takich momentach. I przez jeden z nich już dziś mam bilety za ocean, przez kolejny potrzebuje nowego miejsca parkingowego, a przez następny wymarzone mieszkanie przesuwa się w kierunku wisły lub nawet za nią. Kompletnie coś mi się przestawiło w głowie (nawet w trakcie snów, chociaż ‚coś mi się wydaje że ja Ci sie wcale nie śnie tylko taka bajera haha’) ale bardzo bym nie chciał żeby bliski mi ziomeczek zgrał rolę młodego jumaki z południowej Warszawy z poprzedniego sezonu (notabene bliskiego mi wtedy ziomeczka). Chociaż pewnie to co zatkało mnie wieczorem (‚ciesz się, Bóg Cię kocha’) jego by uradowało lub było co najwyżej obojętne. Przewidziałem już przed półmetkiem że to będzie dobry rok, ale że aż tak zakręcony to sambym nawet nie uwierzył jeszcze niedawno.

Brak komentarzy

Sponsorem ‚dzisiaj’ został sumienista.
Chcę byś zobaczył jak błache może być szczęście
Bo pewnie z góry wszystko jest łatwiejsze
Chciałbym widzieć boski wstyd w oczach
Gdybyś musiał przyznać się jej, że jej nie kochasz

Brak komentarzy

Jakis czas temu (pośrednio dzięki ludziom którzy uświęcili nasze miasto swą krwią gdy polegli za wolność Ojczyzny [Cześć i chwała. Bohaterom]) zobaczyłem to zdjęcie z tak daleka, na którym mimo wszystko była Polska (co jest dość groteskowe jeśli się głębiej zastanowić) i jedynym co przyszło mi na myśl było „omatko zapomniałem że jest taka śliczna” (a może po prostu wcześniej nie była?) i postanowiłem coś na to poradzić. I teraz, w trakcie tego krótkiego, weekendowego, pobytu w hometownie, udowodniłem sobie że wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a przez dość niedawne zmiany w stylu życia idzie mi to nawet lepiej (jeszcze tylko -7 i pozamiatam wszystkich!). Czuję się trochę jak Jordan Belfort, z tą małą różnicą że przez moje przekręty i mydlenie ludziom oczu nie pójdę siedzieć (i nie zmuszają mnie one do sprzedawania znajomych).

———————

A miłość chyba, jeśli jest, to to uczucie gdzieś pomiędzy głową a gardłem zaraz po seksie, przez które (dzięki któremu?) chcesz leżeć i nie robić nic, byle tylko być blisko. Nie to gdy myślisz że skoro juz po wszystkim to najchętniej spiedoliłbyś stąd w podskokach zamiast leżeć jak pizda i marnować czas bo przyjechales do kraju tylko na weekend i jeszcze z tyloma znajomymi musisz się napić. Dawno wiec jej nie spotkałem.

Brak komentarzy

A mądrość spomiędzy trzeciego kilometra, tricepsu i plegarów (co sie na nich brzemiono życia targa, pamiętając że same się nie zrobią) mówi że nic tak nie motywuje do pracy nad sobą jak świadomość że bycie lepszym sprawi że ktoś poczuje się dużo gorszy. Kilka razy w nie tak bardzo dawnej historii już to udowadniałem, o ostatnim razie dość często podświadomie myślę (mimo że to tylko praca) ale znęcać się nad kimś kogo nawet się nie zna to coś nowego. Posłuchaj, nie dość Ci? Obejrzyj sobie wiadomości.

Brak komentarzy

A na delikatnie spóźnione urodziny życzę sobie z całego serca żeby o 6tym sezonie „Modern Family” poinformował mnie mój software, i cała reszte sobie życzę dookoła tego którą sobie ostatnio wymarzyłem. A póki co chyba lepszego prezentu niż niespełna dziesięć tysięcy złotych przepite w pourodzinowy, weekendowy wieczór w ulubionym miejscu z ulubionymi ludźmi nie mogłem sobie życzyć. Więc jeszcze raz – Michał, bądź silny i konsekwentny (w końcu sam o to sie tak kłócisz w pracy Ty hipokryto), pracuj na historię i postaraj się nie umrzeć za szybko (to na pewno nic takiego, wszystko będzie dobrze hipohondryku). W końcu TRZECH SYNÓW MATKA MIAŁA, DWÓCH SŁYNĘŁO Z MĄDROŚCI…..

Brak komentarzy

Od dłuższego czasu przygotowywałem się na tego typu zagrywkę (w końcu od troche ponad 10 lat zdarza się to co sezon), a od chwili przekroczenia równika, z każdą drzemką czułem że zbliża się siedmiomilowymi krokami. Co prawda w momencie w którym wyrosła spod ziemi na środku pola (z tą tapirowaną fryzurą rodem z lat ’70 i strojem też z epoki, może oprócz tych wielkich przeciwslonecznych okularów w zielonych oprawkach a’la Jackie Kennedy) i wystartowała z dialogiem jak ten nie-jej z pirackiego statku sprzed kilku lat (który sprawdził się co-do-jo-Ty) wszystko wydawało mi się spoko i niczego nie podejrzewałem. A potem padły pytania które nie powinny („a seks?”) i odpowiedzi których nie chciałem usłyszeć („tak, ale tylko gdy jest w wwa lub ja u niego hihi”) a potem więcej pytań które paść nie powinny („I kto jeszcze przez ten cały czas?”) i odpowiedzi których nie chciałem słyszeć („Oj dużo, na przykład ten skandynawski prawie-lekarz, a co?”). A gdy akcja przeniosła się do bródzieńskiego bloku moich dziadków („Ciebie się tu nie spodziewałem.” „A Ja Ciebie wręcz przeciwnie, miło mi poznać”) na spotkanie z konsultantami od wystroju kuchni („Po co Wam konsultanci od garnków?” „Chciałam Ci powiedzieć już jakiś czas temu – będziemy razem mieszkać”) jedyne co stamtąd wyniosłem to grające mi w uszach bzdurne zdanie bez żadnego sensu („Tylko przy Tobie potrafiłam kochać”) które grało tam jeszcze kilka godzin po przebudzeniu („ochać, ochać, ochać”) a nawet jeszcze chwile później („ać, ać, ać”). Nienawidze tych wyrzutosumiennych snów które kwestionują moje życiowe wybory, a jeszcze bardziej nienawidzę takich przez które (nawet jeśli trwa to tylko jedno bicie serca) robi mi się najsmutniej na świecie i przez ten ułamek sekundy zdaje mi się że za czymś tęsknię lub czegoś mi brak.

….

Brak komentarzy

Mimo że nie do końca to jednak dzisiejsza noc (i poranek) byla najwspanialszą nocą (i porankiem) od miliona lat. Kiedyś nawet bym nie probowal (nawet te 2 lata temu kiedy mówiłem że Stas moze a Ola mowila że nie) ale dziś już wiem że łącząc to bzdurne gimanzjalne przysłowie wraz z tym co usłyszałem prawie 10 lat temu od ojca (wg mnie) warszawskiej sceny dostajemy receptę na udane życie emocjonalno-uczuciowe (dokladnie jak siekiera motyka piłka alasz, przegrał wojne głupi malarz tylko nie malarz bo po co malarz w kuchni?).
A najsmieszniejsze jest to że to brat mój rodzony mi powiedział że o matko zakochałem sie (tak chyba na żarty) a wcześmiej sam bym nawet niebardzo pomyslał (chociaż kamil też mówił).
Matko bosko (to jedno z nielicznych co powtarzam dzis w glowie od czasu jak mi swiat na niej stanal), jak to wspaniale sie tak jarać jak sie już z dekade prawie nie jarałem. Życze sobie na urodziny bardzo dużo (oby wyspa kamiennych głów tego nie popsuła) ale zycie mnie juz nauczyło że życzyć sobie moge cokolwiek a los i takchuja sobie z tego robi. Wiec zakasamy rekawy i działamy.

Brak komentarzy

W ostatnich tygodniach jedną z milszych rzeczy jakie usłyszałem (przeczytałem) było „Szkoda, że nie ośmieliłam się bardziej pozaczepiać Cię small talkami, ale sam rozumiesz, że Twój fejm totalnie onieśmiela”. Co prawda miałem już podobną sytuację w życiu i skończyła się ona dość nieprzyjemnie (nie dla mnie co prawda), lecz w tym przypadku to nawet wydanego tysiąca dolarów mi nie żal. I to nawet chyba taka moda ostatnio być tym młodszym, nawet jak niebardzo przepadam za ameryką, nie to co gosc bez dolnej szczeki.

A obserwując gwiazdy o czwartej nad ranem (mimo że w domu była dopiero dwudziesta druga) leżąc w basenie na jednej z tych tropikalnych wysp o odwiedzeniu których większość tylko marzy, naszła mnie pocieszająca refleksja – to nie jest tak że to matematyka cokolwiek determinuje w kwestii poziomu zadowolenia z roku, nor the opening party. I mimo że 08-02 != 14-12, to jednak dziś jeszcze przed półmetkiem widzę zadatki na (chcialem napisać ‚jednostkę jak Ludwig Stoma’, ale powtarzanie co kilka lat tego samego tekstu nie jest trendy, nawet jeśli nie wpuszcza nas to w kanał jak Tadziu Norek, albo wylewa słabość na ulicę jak nagość synów Timbuktu) rok jak ta organizacja charytatywna którą wsparliśmy kiedyś z głową (ale nie tą na karku ani tą z Ukrainy). I od dziś starać się będę żeby już każda kolejna iteracja była naprawdę iteracyjna. Tylko pewnie wtedy prędzej czy później fajność wyblaknie jak przestrzelowy ghubowy strejk. Wtedy sie zastanowimy co zrobić.

A tymczasem niemogę się doczekać majowej wycieczki (chociaż to bezczelne pisać coś takiego z leżaka z drugiej strony równika) – od dziecka fascynowałem się tym miejscem bardzo mocno, a na domiar wszystkiego na mojej kubełkowej liście (niemalże jak Jacek Nikolson i wolny murzyn co był już w życiu każdym) od dawien dawna wisi do wykonania misja.


  • RSS