arse blog

Twój nowy blog

Brak komentarzy

wpadłam w sobotę na chwilę na imprezę i zostałam na całe życie

Brak komentarzy

Wczorajszej nocy usłyszałem w radiu że ‚wszytsko jest procesem’. A chwilę wcześniej poczułem coś takiego że już dokładnie wiedziałem że napiszę i co napiszę, mimo że wcześniej nazwałem to ‚emocjonalnym deja vu’ ale to by było nie fair. I na tym poprzestanę, bo nic z tego co chciałbym przekazać nie będzie pasować do poziomu emocjonalnego prawie 30letniego dziada. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

Brak komentarzy

Jest chwila po przebudzeniu z 1szej grubej popijawy którą doświadczałem bezalkoholowo od dłuższego czasu, a ja nie przestałem jeszcze myśleć. Niby to głupota i bzdura bo jestem starym dziadem (bo ‚ja w Twoim wieku to juz bede miała dzieci i to pewnie piątkę’ czy groteskowe ‚dlaczego tak w ogóle nie masz jeszcze żony?’) a z drugiej strony może naprawdę miałem jakoś podgórkę dotychczas i wcale sobie nie wmówiłem że myślę bardzo prawie tak samo. I wbrew temu co napisałem niemalże ostatnio o tym co jest potrzebne, to może właśnie TAK to wygląda a nie tak jak mi się wydawało. Troche mnie trzyma przy tym przekonaniu przykład leniwie uczesanego raperzyny co zipiał u mnie na Grande Boulevards – bo liczby się tam zgadzają bardzo tylko że u nich trochę więcej czasu upłyneło (kurwać z 7 lat od kiedy ich znam, a z 4-5 nie będę czekac bo to nie realne). Bo beskitowca dawno się tak nie zaskoczyłem jak wczoraj w kilku momentach. Najbardziej pamiętam akurat ten rasistowski i ten religijny, ale wiem że nie były jedyne. Po prostu chyba pe er o es te o to jest to. Nawet skarpetki miałem nie do pary i na druga strone.

I oczywiście biorę poprawkę na to że mam problemy z emocjami, i że alkohol, i że nlp i wyuczona (jak podawanie ręki i klepanie po ramieniu) manipulacja (albo taka jak szurgozagrywka w sali do pingponga jakoś w gimbazie), ale w końcu łi łil sej łot tajm łil tel jak mawiają pofesjonalni sportowcy.

—-
a dzien później (a nawet dwa prawie bo już jest po 1szej we wtorek) to mało że jeszcze jedestem zajarany to jeszcze od bardzo dawna nie pamiętam żebym z n-tego spotkania wracał z takim bananem na mordzie. I dawno już nie zgubiłem tylu godzin w tak krótkim czasie (a dokładnie pamiętam że ostatnio tak to własnie wyglądało). nie spierdol tego, proszę Cię (albo ‚nie sprdl tg prsz cb’ jak mówi (pisze) nowe pokolenie).


A kolejnego dnia jeszcze brat mi powiedział że nie tylko łysy bo jeszcze iza przecież, a potem sam przypomniałem sobie jeden dialog jakoś z połowy maja przeprowadzony nad ranem, dobę przed tym jak 1szy raz w życiu zaspałem na samolot, i wszystko wydało mi się takie jakieś bardziej prawdopodobne. Poszedłem spać spokojny na tyle (mimo że prawie usnąłem w trakcie godzinnej niemalże rozmowy telefonicznej, pierwszej chyba od ostatniego sezonu beskitu) że przespałem 11 godzin nie wiedząc nawet kiedy. Czad. (chciałem napisać że jak topór i królowa elfów, ale dobrych żartów sie nie powtarza co kilka lat [co samo w sobie jest groteskowe bo jest powtórką sprzed kilku miesięcy]).

..

Brak komentarzy

Kończąc peaksów gdzieś na jakies tropikalnej wyspie po drugiej stronie globu (co w jakimś tam stopniu pozwoliło mi zostawić wszystkie zmartwienia za sobą, oraz przywrócilo mocną wiarę w wyjście na czysto już niedługo), mimo tego że 1szy wpis chciałem zostawić z okolicy Meiyuan Road w dzielnicy Zhabei (gdzie uliczne latarnie gasną już o wpół do piątej), Tommiemu Shelby przyznaję nagrodę za najbardziej klimatyczny dialog z byłą kobietą, chociaż pewnie bez obrazu i bez dźwieku nie będzie aż taki klimatyczny…

– Yes, some things have changed.
– Tommy, I really wasn’t sure about coming tonight…
– I lit a fire in the bedroom upstairs. My plan was that we sit here for a while and… talk about old times, drink some whisky. And I was going to tell you I hadn’t spent a day without thinking about you. And then we were going to go upstairs and sleep together. But just now, on the way to opening the door, I changed my mind. So just have one drink, tell me how happy you are in New York and then you can go.
– You „changed your mind”?
– Mmm. So you can go.
– As a matter of fact, I am happy in New York. And I am married.
– Oh, yeah, he’s rich, I know.
– And he’s sweet and he’s kind to me, so what makes you think that I would have gone to bed with you after one whisky and some conversation?
– I was accounting for three whiskies.
– How dare you?
– Doesn’t matter now, because I’ve changed my mind.
– I came here because you asked me.
Even though he’s sweet and he’s kind to you?
– And now I feel like an idiot.
– Well, then go.
– Jesus…
– But you’re still here.
– Are you so certain?
– That you’re still in love with me? I was, but I’m not any more. You don’t have a sense of humour any more, either.
– What are you talking about?
– Thing is, I hate reunions. I didn’t want to sit here for hours talking about nothing and dancing around what we really want to say. So now… I know you’re happy in New York. I know your husband’s rich and sweet and kind to you. And you didn’t come here for sex, because you don’t love me any more. And it’s only three minutes past. Another drink?
– …
– I’ll take that as a yes. It’s good to see you, Grace.
– So you didn’t light the fire?
– You see, my real plan… was that we go out. I want to impress you.

(…)

– Tommy, do you have someone? It’s too late, Tommy.
– It’s 11, Grace.
– I mean, it’s too late. If you’d come with me to New York…
– I had things to do.
– You mean the coin landed the wrong way?
– It couldn’t have worked.
– Tommy, do you have someone?
– I have a race horse. She’s going to win the Derby.

(sex scene)

– I’ll drive you. When do you sail back?
– We don’t know yet.
– You don’t have a return ticket?
– This wasn’t right, Tommy.
– When do you go back, Grace?
– They’re doing tests on us. I don’t know when they’ll be finished. We’re having treatment. A doctor in Harley Street. Some new thing. A breakthrough. We’re trying for a baby.
– Why did you come here tonight?
– The doctor believes it’s surely me who’s at fault.
– Can I see you again? Grace? You’re used to working under cover, eh?
I’ve never lied to him once.

Brak komentarzy

Mimo wszystkich tych nowych doświadczeń ostatnich tygodni (a ostatniego to jusz wogle) miałem dziś ten jeden moment kiedy niezdarnie, gdzieś z tyłu głowy, zaświeciła mi się malutka czerwona lampka z napisem ‚A MOŻE JEDNAK’ z przygrywką w tle w klimacie (Y).mp3. Chyba dlatego że tak się nażarłem (tak sobie tłumaczę).

Mimo tego czas już spać bo za kilka godzin Floyd walczy z Pacmanem, a chciałbym żeby mi to przypominało w przyszłości tę jedną, dość przełomową, akcję (i nie mówię tu o przejściu na abonament po 14 latach mania komórki).

Brak komentarzy

[01:36PM] w sumie nigdy z kimś tak nie miałam
[01:36PM] wiec ciężko powiedzieć
[01:36PM] ale jakoś bym się dziwnie czuła jakbyśmy przestali
[01:36PM] więc można powiedzieć że w jakiś tam sposób już się przywiązałam
[01:36PM] co nie jest dobre

Czasu coraz mniej, wiec co kolejne podejścia do nastepnego okrążenia wyglądają coraz bardziej śmiesznie, nieudolni i moze nawet desperacko, albo może po prostu bardzo #livigno mi dziś.

Brak komentarzy

nawet lepsze

Work until you no longer have to introduce yourself.

1szy raz od niewiem kiedy jestem: 0
i z przyzwoitości powienienem napisać o wydarzeniach zeszłego weekendu, ale chyba jedyne czym mogę je podsumować to ‚jednak nie jest tak prosto i wolałbym chyba żeby ktoś odwalił robote za mnie mimo że całe życie myslalem inaczej’.

Brak komentarzy

When people give you advice, they are just talking to themselves in the past.

Beskitu.

Brak komentarzy

Durna smutna żaba z internetu która w założeniu miała odbierać jakąkolwiek ochotę do działania paradoksalnie strasznie mnie motywuje odkąd mi ją przypomniano (wcale nie tak dawno temu). Parafrazując:

Gdybyś 5 lat temu zaczął cokolwiek robić i robił to do teraz dziś byłbyś w tym mistrzem. Ale nie zacząłeś. Teraz jest już za późno

.

z innej beczki (znów to samo) śmieszne że akurat piec lat temu zacząłem robić co innego.

Brak komentarzy

W usłanej obtartymi do kości kolanami, rozbitymi zębami i pękniętymi łukami brwiowymi drodze do sukcesu (ja jebie, zaczalem notke jak z kolejnego postrzelonego meetingu z PROfesjonalistami dla nieudaczników z których tak bardzo się śmieje. zawsze śmiałem, beskitowca) która ostatnimi czasy przysłania mi wszystko przed oczyma, znalazłem delikatny teaserek (bo one sa przed sezonami, nie?) czegoś świeżego. I jaram sie mimo że momentami czuje sie (póki co) trochę jak ten szósty z pięciu dobrych cesarzy, który w hollywoodzko francuskiej formie postanowił za pieniądze pisać listy za ludzi co ich pisać nie umieli. Jest jednak szansa że już niedługo przestanę, fajnie by było w urodziny kupować prezenty nie tylko sobie, nawet jeśli wszedzie w koło byłoby tak zimno (od dziecka pamiętam że wręcz najzimniej).
Na dzień dzisiejszy jednak staram sie tym nie rozpraszać, w końcu rekordu na szerdogu nie dają za osiągnięcia w internetach.

A z innej beczki (beczka by go musiał zawołać hehe) Jacek mi dziś powiedział przez radio że

Bezpieczeństwo to pokusa która wielu sprowadziła na manowce. Świat jest niebezpieczny i ma być niebezpieczny. W odpowiednim zakresie.

Musze to przypomnieć Tacie.


  • RSS