Gdy dziś wróciłem z opijania nowej osiedlowej miejscówki, to co zastalem w domu (mimo tego ze bylem na to przygotowny) troche mi przypomniala to dawne „Może kiedyś. No, kiedyś pewnie tak, ale nie teraz” sprzed kilku lat. I mimo że wydaje mi się że trochę nie w porządku (bardzo chcialem napisac to jako ‚niewporzadku’) ostatni rok sprowadzać do formy oddechu pomiedzy zdaniami to jednak nie moimi nicmi ta historia jest podszyta. Gdzieś się cierpliwość musi skończyć, a fakt tego jak istotne są teraz czasem te rzeczy tak bardzo nieistotne (bo przeciez wiem że są nieistotne, byłem tam 10 lat temu!!!) czy przewijka o codzienności taka jaką serwowała zawsze suka mojemu przyjacielowi męczą. I czuje to wyjebanie jakie pewnie ma każdy zbliżający się do 30ki, ale chyba jednak ciekawszym było jak nie byłem sam mimo że wg definicji byłem sam (konwenanse pierdol, gardzisz bansem?)