To strasznie dziwne uczucie w sumie jest. I wiem niby że wystarczy jeden porządny bufor żeby się go pozbyć ale jakoś nie wydaje mi się żeby to w najbliższym czasie nastąpiło, bo nawet tego nie chcę (pozatym to może wcale nie bufor a czas?). Na co dzień jest wporzadku i po kilka tygodni czy nawet grubiej wszystko wydaje mi się klarowne jak nastaw po betonicie a potem jebnie jedno takie gówno w które w sumie sam sie pcham i nie wiem poco, i zaczne robić to co wtedy zaczalem robić dawno temu (pisałem wtedy że to kałopędna lektura, dzis w sumie było podobnie z tym że to nie lektura) i tak sie we mnie gotuje jakbym znów miał zaraz jechać do Oslo (albo znów miał jechać na impreze do Canal+ pod Paryżem gdzie w sumie nieduzo wypiłem a tak bardzo potrzebowałem). Czekam aż mi się wszystko przestawi i bede się z tego śmiać tak jak ze spacerów z anorektyczką po jarach czy z palca w nosie mniejwiecej. A tym czasem mógłbym zrobić kopiuj wklej z tego grudniowego wieczora sześć lat temu kiedy odebrałem telefon od najebuski ktorej nie widzialem wtedy ponad rok. Dziś też bym nie chciał powiedzieć że ‚wykrakała’ ani przyznać jej jakiejkolwiek racji.
Uf..
Bardziej sie zdenerowałem dziś tym niż wczoraj kiedy dowiedziałem się znów w grudniu (i znow kilka miesiecy po zatrudnieniu Grzeska) że muszę za chwilę szukać kolejnej pracy. Bo wtedy przynajmniej wygrałem sobie bourbon na własnym instrumencie.