Przez prawie cztery lata mieszkałem sam i ani przez chwilę nie poczułem że jest mi z tym źle, wręcz przeciwnie (jak np. w tym momencie kiedy jeden z nielicznych ziomków na obczyźnie co nazywa się troche jak papież zerwał z dziewczyną i kraszował mi na kanapie przez tydzień – gdy sie w końcu wyprowadził to niewiem czy poczułem taką najulgę kiedykolwiek wcześniej). Kilka dni temu minął jakiś kwartał od kiedy sam nie mieszkam, i nigdy nie pomyslałbym że siedzenie w samotności będzie dla mnie jeszcze kiedykolweik takie dziwne jak dziś. Cieszę się że jutro już wraca (powtórka z rozrywki, z rozrywki powtórka).