Straszniem się najebałem i mimo że przez zachowanie jednej (pewnie trzeciej, bo wtedy bog chrzescijan stworzyl rosliny i ląd, albo na odwrót bo gdzieś te rośliny musiały rosnąć, coś jak moje papryczki teraz) z najważniejszych dla mnie osób w życiu (nieprzerwanie od kiedy sprawdz NBK na murach pierwsze koślawe litery) czułem się troche źle wczesnym wieczorem bo czuję że zrobił źle (łatwo mówić bo ja robiłem podobnie, nawet kilkukrotnie z Tobą) to jednak jestem teraz szczęśliwy. Źle jest oglądać najlepszego przyjaciela w rozsypce aż takiej, tymbardziej spowodowanej przeze mnie w jakiejś tam części, ale szczerze mówiąć nie wierzę że im się uda na dłuższą metę, za dużo już sam w życiu widziałem, a Jan od Solorza potwierdzał mniejwięcej moje słowa z kilkuminutowym opóźnieniem. Chciałbym jednak żeby był szczęśliwy (przynajmniej w połowie tak jak ja jestem teraz) więc jestem w stanie przejść ponad czerwcowymi wydarzeniami do porządku dziennego jeśli taka potrzeba rzeczywiście zajdzie. Bo czuję że jego depresja związana jest trochę z moim szczęściem.

A moje szczęście (mimo że teraz śpi bo jutro rano musi wstać do szkoły) jest dla mnie tym na co czekałem od tak dawna (bo tak na serio nigdy go nie szukalem). I myślę że to że zamieszkaliśmy razem tak szybko, patrząc na to co dzieje się u Niej w rodzinie, wcale nie było pochopne (zresztą wcalę nie myślę bo to Ona pierwsza tak powiedziała przecież kurwa). Bo: „KIBK bez granic” jak Małysz jest tym czego szukamy wszyscy (D8 też)… Omatko (oesu)…