Powrót na stare śmieci miał być ukoronowaniem wszystkich kapitalnych wydarzeń ostatnich miesięcy, jednak przeszedł najśmielsze nawet oczekiwania. I mimo że śmieci stare, to z delikatnym dodatkiem nowego mieszkania i nowego auta (Ferdynand byłby dumny) nabrały wspanialszego nawet blasku. A z nową pracą i dodatkowo jeszcze dzisiejszą kumulacją za-cichego płaszcza (jak ten pół litwin co pisał list gdzieś nad ranem pod koniec grudnia), nowej pracy, nowej zabawki (a nawet dwóch), awansu do srebrnej ligi (has left the game!) i zaproszenia na obiad („Ale nie przyjezdzaj bez zapowiedzi. Musze byc mentalnie przygotowana ze robie zarcie osobie ktora jadla na azdym kontynencie…”) jestem tak naładowany endorfinami, serotoninami czy innym chemicznym gównem że mógłbym eksplodować.
A po 207 dniach jest mi tak prosto że chciałbym żeby papierosy też mi było tak prosto. Elegancko.