arse blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2014

Brak komentarzy

Od dłuższego czasu przygotowywałem się na tego typu zagrywkę (w końcu od troche ponad 10 lat zdarza się to co sezon), a od chwili przekroczenia równika, z każdą drzemką czułem że zbliża się siedmiomilowymi krokami. Co prawda w momencie w którym wyrosła spod ziemi na środku pola (z tą tapirowaną fryzurą rodem z lat ’70 i strojem też z epoki, może oprócz tych wielkich przeciwslonecznych okularów w zielonych oprawkach a’la Jackie Kennedy) i wystartowała z dialogiem jak ten nie-jej z pirackiego statku sprzed kilku lat (który sprawdził się co-do-jo-Ty) wszystko wydawało mi się spoko i niczego nie podejrzewałem. A potem padły pytania które nie powinny („a seks?”) i odpowiedzi których nie chciałem usłyszeć („tak, ale tylko gdy jest w wwa lub ja u niego hihi”) a potem więcej pytań które paść nie powinny („I kto jeszcze przez ten cały czas?”) i odpowiedzi których nie chciałem słyszeć („Oj dużo, na przykład ten skandynawski prawie-lekarz, a co?”). A gdy akcja przeniosła się do bródzieńskiego bloku moich dziadków („Ciebie się tu nie spodziewałem.” „A Ja Ciebie wręcz przeciwnie, miło mi poznać”) na spotkanie z konsultantami od wystroju kuchni („Po co Wam konsultanci od garnków?” „Chciałam Ci powiedzieć już jakiś czas temu – będziemy razem mieszkać”) jedyne co stamtąd wyniosłem to grające mi w uszach bzdurne zdanie bez żadnego sensu („Tylko przy Tobie potrafiłam kochać”) które grało tam jeszcze kilka godzin po przebudzeniu („ochać, ochać, ochać”) a nawet jeszcze chwile później („ać, ać, ać”). Nienawidze tych wyrzutosumiennych snów które kwestionują moje życiowe wybory, a jeszcze bardziej nienawidzę takich przez które (nawet jeśli trwa to tylko jedno bicie serca) robi mi się najsmutniej na świecie i przez ten ułamek sekundy zdaje mi się że za czymś tęsknię lub czegoś mi brak.

….

Brak komentarzy

Mimo że nie do końca to jednak dzisiejsza noc (i poranek) byla najwspanialszą nocą (i porankiem) od miliona lat. Kiedyś nawet bym nie probowal (nawet te 2 lata temu kiedy mówiłem że Stas moze a Ola mowila że nie) ale dziś już wiem że łącząc to bzdurne gimanzjalne przysłowie wraz z tym co usłyszałem prawie 10 lat temu od ojca (wg mnie) warszawskiej sceny dostajemy receptę na udane życie emocjonalno-uczuciowe (dokladnie jak siekiera motyka piłka alasz, przegrał wojne głupi malarz tylko nie malarz bo po co malarz w kuchni?).
A najsmieszniejsze jest to że to brat mój rodzony mi powiedział że o matko zakochałem sie (tak chyba na żarty) a wcześmiej sam bym nawet niebardzo pomyslał (chociaż kamil też mówił).
Matko bosko (to jedno z nielicznych co powtarzam dzis w glowie od czasu jak mi swiat na niej stanal), jak to wspaniale sie tak jarać jak sie już z dekade prawie nie jarałem. Życze sobie na urodziny bardzo dużo (oby wyspa kamiennych głów tego nie popsuła) ale zycie mnie juz nauczyło że życzyć sobie moge cokolwiek a los i takchuja sobie z tego robi. Wiec zakasamy rekawy i działamy.


  • RSS