nowy miesiąc przyszedł ciągnąc za rękę milion nowych pomysłów na życie i wiarę w to że przynajmniej kilkadziesiąt z nich uda się zrealizować. czuję sie przez to jak jednoosobowa korporacja, i ubieram moje życie w scrum, samemu będąc sobie scrum masterem, z kolejnymi pomysłami jako backlogami i ticketami. i chcącniechcąc ciągnął za sobą razem z tym wszystkim delikatną i prawie niewidzialną wiarę w to że to ja jestem tym ‚tylkociebie’ gdzieś w czyjejś głowie, co generalnie doprowadza mnie do tego że znowu mam chęć by ostatecznie moje życie towarzyskie wyglądało tak jak tego cygana od „dzieci nędzy”. mówiłem juz że niestabilnośc emocjonalna jest przejebana?

z całego serca bym chciał żebyś była szczęśliwsza niż kiedykolwiek
wcześniej i żebym mógł na to patrzeć bez tego ściśnięcia w sercu i
żołądku które mam teraz i przez które już wiem że cały dzisiejszy dzień i
cała dzisiejsza noc będą zmarnowane na rozmyślenia z których nigdy nic
nie wynika…

a wieczorem oczywiście nie byłem w stanie sie powstrzymać, napisałem, i skończyło się jak zwykle.