arse blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2009

..

Brak komentarzy

ostatnio troszke sie czuje jak PIH w Cokolwiek, ale tylko troche, tak dosyć wybiórczo (chyba 1szy raz w zyciu napisałem ten wyraz i dosyć dziwnie sie wizualnie prezentuje, ale sprawdziłem w słowniku i pisze się właśnie tak).

dobranoc.
i prosze, skoro tak to ma wyglądać to nie przyśnij mi sie dziś wyjątkowo…

a nastepnego dnia rano juz nie pamietam o co chodziło. Bo czuje ze jest dobrze i ze moze byc jeszcze lepiej mimo iz nie umiem opowiadać bajek i wykręcam sie jedną jedyną którą pamiętam z dzieciństwa, kiedy opowiadała mi ją babcia. Nie pamiętam słów, pamiętam tylko obrazy które ostatnio sam próbowałem ubrać w słowa, z mizernym jednak skutkiem.

A w drugim tygodniu stworzenia świata Bóg dał nam internet. Chciał żeby każdy mógł u siebie w domu, małym kosztem chociaż przez chwilę poczuć się jak Chevalier d’Éon czy John McLaughlin. Jednym idzie gorzej, drugim lepiej ale każdy próbuje, nawet jak sie nie przyznaje i nigdy nie przyzna. Ale każdy odnaleziony ślad wywołuje u mnie nieziemski usmiech na twarzy, bo pokazuje ze mimo iż na pierwszy rzut oka nie wygląda to w ten sposób, to jednak jesteśmy do siebie bardzo podobni.

(80+ stało sie ważniejsze niz 67 w tym roku. może dlatego ze tamto pękło a to jest niewykonalne. Obiecałem A. jeszcze 10 do przyszłego wrzesnia, i to tych najważniejszych. ale z tych obietnic nic nigdy nie wyszło. oprócz tego razu kiedy miałem 17 lat i michał wjechał mi na ambicję.)

——

(…)
Bbbbbb: Why do you value your failures more than your successes?
Aa:   My mother caught me masturbating…
Aa:   To pictures of her mother.
Bbbbbb: Can we get past these cute deflections?
Aa:   Successes only last until someone screws them up.
Aa:   Failures are forever.

—–
A dzien przed imieninami, czy inaczej  mowiac w urodziny Lukasza, dowiedzialem sie o śnie. niewiem do konca o co chodzi ale czuje ze mnie sie to już przyśniło jakis czas temu. To tez cieszy, nie?

Bardzo nielubie pisac o tym jaki to jestem, nie jestem, czy czego to nie zrobiłem. Niemniej nigdy w źyciu nie miałem problemów z ubraniem myśli w słowa. Nigdy w źyciu nie potrzebowałem nawet ułamka sekundy na zastanowienie. Zawsze mówiłem. Nawet jak nie miałem o czym, nawet jak niewiedziałem o co pytają lub gdy nie pytali o nic. Mówiłem. I wychodziło. Podobało się. Kupowali to. A ostatnio pierwszy raz w źyciu się zaciąłem. Padło pytanie, z pozoru błache i nietrudne, doskonale znałem odpowiedź. Doskonale wiedziałem co chce powiedzieć, byłem stuprocentowo pewny ze jest właśnie tak, i nagle nic. Pustka. Żadnego słowa, stwierdzenia, wyrażenia. Była myśl. Było silne uczucie. Widziałem wszystko w głowie, czułem kaźdym zmysłem, i nie byłem w stanie ubrać w słowa. Jestem w szoku. Tymbardziej ze wszystko przemyślałem na chłodno i spokonie w domu. Ułoźyłem ładny schemat. Niebanalny i nieoklepany, bo nie chce źeby brzmiało banalnie i oklepanie (?). Niczym przed konkursem recytatorskim w szkole, nauczyłem się nazwać i opisać to co mam w głowie i sercu, na wypadek powtórki. Dzisiaj znowu padło to pytanie. i znowu w głowie miałem pustkę. Nic, Zero. Myslalem ze w moim wieku nic mnie juz nie zaskoczy.

To bardzo przykre gdy moich dwóch najlepszych przyjaciol z gimnazjalnej ławki po niespełna 8 latach tak drastycznie i diametralnie zmienia swój życiowy status. Macka mi nie szkoda, sam to sobie zrobił. Szkoda mi Michała – on zawsze miał pecha jak stad do San Francisco.  Mam nadzieje ze sie trzyma i wyjdzie z tego cało, jak zawsze.

..

Brak komentarzy

doba dzisiejsza miala 24 godziny, z czego ostatnich było jedenaście, a i tak czuje jakby byly to góra dwie i to jakos dziwnie niepełne. Bo ciągle mi mało. mógłbym tak całe zycie, nawet przeleżeć robiąc nic, tak jak Lubimy.

a analizujac to jak wkurwilem sie tygodnie temu (mimo ze pamietam to przez mgle to jednak pocoś to sobie zapisałem. nieistotnych nie zapisuje) dochodze do wniosku ze najlepszą rzeczą jaką można zrobić jest dowiedzieć sie wszystkeigo odrazu, jak najwczesniej, i stopniowo sie z tym oswajać zeby potem być na prostej. chociaz i tak zawsze wiecej niź sie dowiem to sobie dopowiem i sie powkurwiam, niewiedząc za 10-15 minut czemu i smiejąc się z tego, zeby za godzinę czy dwie znowu sie powkurwiać na 5 minut. i nie jest to koło zamachowe dające siłe, tylko Tallone di Achille skrzętnie ukrywana przed światem zewnętrznym. I chyba tylko na pierwszym okrąźęniu miałem na to po całości wyjebane. Teraz też bym chciał. Bo warto. Chociaz predzej czy pozniej sie z tym oswoje i bedzie dobrze. O ile czasu starczy…

a czasem jak ‚omylkowo’ as usual przeczytam cos nieadresowanego do mnie to chciałbym modlić się do Boga, księżyca, płonącego jałowca czy czegokolwiek do czego ludzie się modlą, o to, żeby to było o mnie. 100% pewności nie mam ale w głębi duszy to czuje i to mnie raduje (bardzo). Bo szczęściu trzeba delikatnie pomóc, nawet jesli każdy znajduje to jako niefair. Pocoś mam umiejętności jakie mam, nie?

a dzien pozniej straczy googleit i wszystko staje sie prostsze… przynajmniej pozornie..

Brak komentarzy

wracając dziś, pod samym już blokiem, wymysliłem na to metaforę (moze nie tak kreatywną jak Bóg do pewnego Amerykańskiego Ojca, ale zawsze to coś), nikomu jesczez jej nie powiedziałem, pewnie jutro opowiem, puentuje sie jednak złamanym przy backflipie kręgosłupem czy inna miednicą i długim pobytem w szpitalu. A leżąc dziś i oglądając drugi raz pod rząd to samo, gdy za oknem juz powoli słońce zbierało sie do kolejnego okrążenia pomyślałem pierwszy raz od nieiwem kiedy cos co mnie przeraza. Pomyslalem ze skoro jest Powód (mimo ze ‚to nie powód do domu‚), to fajnie by było jednak wkońcu dorosnąć…


  • RSS