kiedy jestes na obcym kontynencie i probujesz poczuc sie jak u siebie w domu, na wlasnym podworku, i robic rzeczy typikalne dla siebie w swoim miejscu zamieszkania, a jedyną odpowiedzią miejscowych jest krzyk i wystrzały z ostrej amunicji (‚bo taką oni mają’ jak smieją sie ci co mało robią a duzo krzyczą) drugą myślą po ‚czy kolejny bedzie w plecy albo głowe’ jest ‚czy warto?’. To jest wlasnie kryzys swiatopoglądowy. Naszczęście dla mnie trwał tyle co podróź ze stambułu do aten.

———-
dobra, chuj jak zwykle. prosilem kurwa grzecznie jakis czas temu zeby nic mi nie mowic bo ja nic nie chce wiedziec.  potem uslyszalem ‚cześć’ tylko takei bardziej osieldowe i jak zwykle kurwa nie moglem sie powstrzymac i musialem szukac gówna w całym i niestety jak zwykle mi sie udało. przynajmniej wiem na czym stoje, mimo ze pewnie teraz to nie zasne. przybywa nam lat ale oleju w głowie za grosz…


nocne zmartwienia, zapewnienia i problemy w swietle dnia wydaja sie blache i wyblakle.