arse blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

..

Brak komentarzy

ja juz dawno mam wyjebane, widocznie on nie. przyszedl do mnie zeby cos wyjasnic. wyjasnil. arogancki, cyniczny buc. sprawe uwazam za zamknieta po raz drugi. a przy stole z nim siedzialo jeszcze 2ch. jeden co go szkola nie widziala lata i zachcialo mu sie strawiedliwosci dzieki czemu boi sie wyjsc z domu, i drugi, jego koleszka, gamon jakich malo pokazujacy tylko ze miasto nie jest mle, ale swiat niestety. po drugiej stronie sali siedziala hybryda kolezanki o spolszczonym wegierskim nazwisku (tak, dziewczyny półaraba o twarzy powazniejszej niz rowiesnicy) i dawno zapomnianej ofermy o ksywce jak element salonowej gry. to, ze miala do mnie pretensje o cos wydawalo mi sie jak najbardziej oczywiste i podstawne (nawet przeprosilem), tylko teraz nie mam pojecia za co. sen to gruby kozak.

po przebudzeniu ta sama mysl co przed zasnieciem i srednio co 3 minuty w trakcie dnia – 3/65, trzeba zweikszyc obroty poki mozna.

rywalizacja

1 komentarz

nie rozumiem jak nie czuć mozna rywalizacji. przeciez to ona napędza najbardziej. jest esencją. Nie adrenalina jak pierdolą w wywiadach dla tv dinozaury i samozwańczy krolownie ktorzy chuj znaczyli zawsze. napewno nie jest nia zapach farby jak proboja udowadniac w zenujacych parodiach niewiadomoczego nicnieznaczacy cwierczawodnicy. nie koneksje, wbrew temu co mowil moj dawny przyjaciel. mlode wilki stołecznej sceny tez sie mylą, nie chodzi tu glownie o styl (chociaz od wiekszosci slysze ze to taka zabawkowa wymówka, cos w stylu >pieniadze szczescia nie daja w ustach bogatych< tylko ze na opak). wczesniej cytowalem juz ze to nie matter of technique. i wbrew glupim i bezpodstawnym docinkom nie chodzi tu bynajmniej o slawe czy powazanie u innych. bo mozna żyć dla siebie tylko i wylacznie, ewentualnie dla najblizszego otoczenia, ale napędzac to życie extraktem z wywaru naszych dokonan ponad dokonaniami innych. oni sa sednem. daja mi siłe i mobilizuja, mimo ze wiekszosci nienawidze a prawie kazdym gardze. ci ktorzy sa przedemna. i wbrew temu w co wierzylem w szczeniecych latach, nie czuje sie zgorzknialy. w momentach najwiekszego zwatpienia widze ich. materializuja mi sie przed oczyma, smiejac sie. to miedzy innymi nie daje mi spac spokojnie w weekendowe noce. To takze sciaga mnie z łozka i zaklada kurtale i buty w najgorszy deszcz w najchujowszą pogode. czuje to od zawsze. podswiadomie dzialam wg. tego od jednego dziecinnego wybryku, mlodzienczej kompromitacji. jakis czas temu to sobie uswiadomilem. wiekszosci z was juz smieje sie w twarz. z innymi to kwestia czasu.

a drugi raz nie cieszy juz tak bardzo jak 1szy, niemniej jest bezposrednim przejsciem od „jeden” do „wiele”, jakto mawiaja indianie czy inne kolorowe chuje.


witaj 2009 – 67(1)


  • RSS