bez wzgledu na czas i miejsce, powielaja sie podswiadomie. nawet tam gdzie nie maja prawa sie powielac.
 z jednej (posrednio drugoosobowej) strony pewnie swiadomie (odczuwalem to juz dawniej, nic nie szkodzi, pierdolami to sie przejmowalem jak mialem 15 lat), z drugiej (od temporarnego substytutu) zauwazylem prekursorskie cechy (nie do konca o to be, ale mniejwiecej), pewnie podswiadome lub charakterystyczne dla spiszysu. niewiem jak jest z kolejnej nie chce wiedziec, jebie mnie to. zato z mojej strony algorytmiczna liniowość odtwarzania schematow jest wlasnie tym elementem ktorego mi w zyciu brakowalo. to jest ta cząstka logiki w bagnie pelnym chaosu i randomowych eventow na ktore nie mamy wplywu. to jest ta matematyka, pomagajaca szczątkowo chociaz przewidziec następstwa czasu, nie biorąc pod uwage niezliczonej ilosci czynnikow losowo-srodowiskowych. i chociaz wiekszosc ludzi stwierdzi ze to glupi zabobon i idiotyzm, to jednak jesli 2 razy sie udalo, za 3cim prawie, za 4tym sie nie udalo zanczy to zeby nie probowac 5ty? to jest wlasnie ten exception that proves the rule. dlatego uzywamy schematow. nie z przyzwyczajenia. nie dlatego ze wypada. nie wymaga od nas tego savoir vivre, kinderstuba, srodowisko czy powszechne i uciazliwe zbiurokratyzowanie. wymagamy tego sami od siebie. najmniej matematyczne umysly swiata majace problemy z codziennymi zadaniami z pogranicza matematyki, ktorym czolo stawilby bez problemu nawet trzylatek uzbrojony w liczydło, takze schematyzują, nawet niedostrzegajac w tym wyzszego znaczenia, podwojnego dna. bagatelizując wszytsko co istotne, robią to poprostu z lenistwa. bo poco tworzyc procedure jeszcze raz od poczatku, meczyc sie z developerką a potem testingiem i zaaranzowaniem do nowych potrzeb, jak mozna skorzystac z takiej ktora napisalismy 5 czy nawet 7 lat temu i wtedy popchnela wszystko do przodu? udalo sie raz, drugi, trzeci, prawie czwarty czemu nei uda sie pietasty, dwudziesty dziewiąty, osiemdziesiaty osmy? nie fair? phiiii. zycie depcze wyobraznie, wszyscy jestesmy z tej samej gliny. czlowiek to tak naprawde gabka nasaczona esencją z doswiadczen. i jak bardzo ekstremalne by one nie byly, nie roznimy sie tak bardzo od siebie. wiec czy ktos kogo znamy na tyle ktrotko ze jeszcze nie zdarzyl zepsuc swojego wizerunku w naszych oczach zasluguje na wiekszy szacunek i czesc niz taki za ktorym skoczylibysmy w ogien jesczze niedawno a dzis juz nie jest jezykiem dla naszych uszu?
schematy sa jak ciosy karate. kazdy mial kiedys swoj poczatek, swoj first hit. i analogicznie do ciosow karate, albo odniosl sukces i zostal wykozystany przy nastepnej okazji, albo umarl smiercia naturalna pograzajac takze swojego tworce. zaprawde, wiecej uczymy sie zycia analizując, myśląć, szukając i znajdując lub nie niz biegnąc, krzycząc, bagatelizując i  obrazajac sie za wytkniete bledy. ale uczen musi chciec byc uczniem by nauczyc sie czegokolwiek. ostatnie czasy nauczyly mnie pomyłki przyjmować z pokorą i spokojem. pewnie dlatego ze bylo ich niewiele…

wkrotce londyn – sztokholm – palma i koniec roku