zycie nie jest matematyką. gdyby nią bylo było by zbliżone do f(x)=sinx.   3a4em?
siedzialem dzis i sluchalem muzyki. a dookoła chodzili ludzie. coponiektorzy mnie draznili. bardzo. tak jak kiedys ja draznilem ich.tylko ze teraz nie jest mi smutno.
potrzebny jest sznur. najlepiej cienki, wtedy najbardziej boli. gdy owijasz go konkretnemu komus dookola szyji i zaciskasz, coraz mocniej patrzac w nierozumiejace i gasnace oczy. haha. a potem juz nie ma nic. haha. nic.
„jestes swirem”
„cześć,  jestem michal, urodzilem sie rok po czarnobylu.”

zawsze w podobnych sytuacjach mowily mi zebym sie leczyl.tylko ze ja sobie idelanie radze. prawdą jest ze nic co wielkie nie powstalo z radości i dobrego samopoczucia. irracjonalny podswiadomy (bezwarunkowy bardziej chyba) pejn jest bodźcem, mobilizuje i motywuje. czyz nie?
„nie,powinienes sie leczyc budzynski.”

a teraz sie zaczyna. hohoho, jeszcze zobaczycie, wszyscy, bedzie wam glupio jak ja jebie. za kilka lat. jeszcze duzo pracy przedemna.